poniedziałek, 15 czerwca 2015

Rozdział 2

   - Czekaj, mamuś!
- To ty się pośpiesz, Ami! Trzeba zdjąć z Ciebie miarę, a Ririko-san przyjmuje do 1700. Potem idziesz do studia na trening, dzisiaj będziesz miała zakładany make-up, bo trzeba Cię nagrać do filmiku z rezultatem. Rozciągałaś się rano? 
- Tak. 
- Po zajęciach przyjadę po Ciebie i możemy zajechać na jakiś koktajl po drodze, co Ty na to? - mama uśmiechnęła się łagodnie. Myślałam, że jedzie ze mną na trening.
- Mam lekcje do odrobienia. - powiedziałam, myśląc o tych wszystkich książkach, których jeszcze nie rozpakowałam. - Zbliżają się testy semestralne, słyszałam, że dziewczyny w mojej klasie poszły dzisiaj po szkole uczyć się w kafejce.
- Kochanie, postaraj się zdać, obojętne jaki wynik osiągniesz. Nie jesteś zwyczajną dziewczynką, masz ogromny talent i musisz się skupić tylko na nim. Jeśli wygrasz, ten konkurs, a potem jeszcze następne, będziesz zarabiała więcej pieniędzy, niż najlepiej się uczące osoby w szkole. Łapiesz?
- Tak.
- Wskakuj.- weszłam do windy i wcisnęłam guzik na siódme piętro, gdzie Ririko-san mieszkała, a jednocześnie miała studio krawieckie.
                                                 ***
 Minęły trzy miesiące, odkąd zaczęłam uczęszczać do nowej szkoły. Starałam się być miła dla wszystkich, zachowywałam się dziewczęco i słodko.
W szkole miałam kilka koleżanek, ale nazwałabym to raczej osobami, z którymi mogę porozmawiać. Nawet jeśli spytałyby się, czy gdzieś z nimi wyjdę, odpowiedziałabym, że nie mam czasu, więc to nigdy nie okaże się znajomością na większą skalę. 
                                                 ***
- Noboru-san, mogę Ci zająć chwilę? - zapytała dziewczyna, która odezwała się do mnie pierwszy raz od rozpoczęcia roku. Jej włosy były upięte w ogromnego koka, policzki miała okrąglutkie i zaróżowione, oczy duże, jasne, a ogółem była niska, tak samo jak ja. Pierwsze wrażenie - była naprawdę ładna.
- Pewnie! - uśmiechnęłam się i odeszłam od dziewczyn, z którymi gadałam wcześniej.
- Tak się zastanawiałam - powiedziała nieśmiało - Umm.. 
- Hm?
- Co ..- wreszcie podniosła głowę, a jej oczy niebezpiecznie się zaświeciły - Co ty robisz, że masz takie piękne, jasne, lśniące, zdrowe, śliczne włosy?! Każdy kosmyk wygląda tak puszyście, gdy patrzę na twoje włosy, zaczynają wydostawać się z nich gwiazdy. Widzę gwiazdy! - zaczęła się zbliżać.
- Hę?
- Bo wiesz, ja miałam kiedyś włosy do pasa, ale wpadłam pod wiatrak. Spanikowałam i zamiast poczekać na pomoc, która by je odcięła, wyrwałam je. Potem chciałam, żeby ta połowa szybko odrosła, więc kupywałam różne chemikalia, ale jeszcze bardziej je poniszczyłam. Głowa zaczęła mnie swędzieć, ale nie przejmowałam się tym zbytnio, dopóki nie zaczęła krwawić. Poszłam z mamą do lekarza, który bada głowy, jak mu tam było..hm..nie pamiętam zresztą, ale był nawet przystojny..
- Hej, czekaj..
- ..i on powiedział, że resztka włosów, która mi została jest bardzo poniszczona, skóra nabrała strupów i białych plam, które są niebezpieczne i trzeba będzie je obciąć do gołej skóry, by pozbyć się strupów, a pozatym głupio to wygląda, jak jestem pół łysa. Rozpłakałam się wtedy i uciekłam z domu na trzy dni, ale głowa mnie tak bardzo spędziała, że zaczęłam ją drapać i znowu krwawiła. Kiedy to zobaczyłam, przestraszyłam się i wróciłam. Okazało się, że nawet policja mnie szukała..
- Ej!
- ..a mama była baardzo wściekła, ale poszłyśmy do tego samego lekarza jeszcze raz, przypisał mi maść i specjalny szampon regenerujący, a potem poszłyśmy do fryzjera i..obciął mi włosy. - ta dziewczyna wypowiedziała ostatnią część ze łzami w oczach. Stała za blisko, przyparła mnie do ściany i nawet nie miałam gdzie uciec. Zresztą, nie mogłam uciekać. Bądź miła, bądź miła... Co, ale chwilę...
- Ile lat temu fryzjer obciął Ci te włosy?
- Wczoraj. - zabiła.
- Co?
- Albo przedwczoraj..
- Haaaaaaaaaaaaaaaa?! Jak to!? O czym ty mówisz?! Co ty masz na głowie?! 
- Perukę.
- Daj mi pół minuty, muszę się pogodzić z tą informacją.- zaczęłam niebezpiecznie szybko oddychać.
- Nie mogę! Zaraz dzwonek! A poza tym, masz nikomu nie mówić o tym, że one nie są moje!
- Dlaczego powierzyłaś mi taki sekret?!
- Co złego jest w powierzaniu sekretu nowo poznanej osobie?
- Hę? No jak to co..- sama nie wiedziałam co odpowiedzieć. 'Co złego jest w powierzaniu sekretu nowo poznanej osobie?'
- Cały dzisiejszy ranek skręcało mnie w brzuchu. Nikt nawet nie zauważył zmiany długości moich włosów, nikt nie zapytał, czemu byłam nieobecna. Myślałam, że zdobyłam przyjaciółki w tej klasie, a nikt nawet do mnie nie zadzwonił. Jeśli powiesz o tym innym, w porządku. Nic nie mam do stracenia, prawda? Ja po prostu Ci zaufałam. Poza tym, wydawałaś się bardzo miła i pomocna, takie odczucia na mnie wywarłaś, kiedy cię obserowałam. Nie wyobrażam sobie nawet, że potrafisz mówić podniesionym głosem, tonem, czy coś takiego.
- Nie powinnaś ufac tak łatwo ludziom.
- Co..
- Jak możesz tak mówisz, nie masz nic do stracenia? Chcesz, żeby wszyscy w szkole wiedzieli, że paradujesz z peruką na łbie? Tak samo dobrze mogłabyś chodzić po prostu bez niej! 
- A więc dobrze. Jeśli ty powiesz o mojej peruce, ja powiem innym o tym, że po zjedzeniu lanchu wytarłaś buzię w swój mundurek.
- Co?!- wyobraziłam sobie, że spada na mnie piorun, jak w większości anime w takich sytuacjach.- Nie możesz tego powiedzieć nikomu, proszę cię!- nie mogła zniszczyć wszystkiego, na co zapracowałam w tej szkole.
- Przepraszam! Zdesperowana zaszantażowałam cię! Nie chcę tego! W miarę moich możliwości, spełnię jedno twoje życzenie! Tylko nie mów nikomu.
- Naprawdę mi pomożesz w potrzebie? W czym tylko będę chciała?
- Tak! Jeśli mi obiecasz, że nikomu nie powiesz, zrobię wszystko, co będę potrafiła! - spodobał mi się ten układ. I tak nie miałam zamiaru tego wypaplać, ale skoro do tego doszło.
- Zgoda. Ale muszę się zastanowić co będzie tą rzeczą, więc to może trochę potrwać.-powiedziałam, zagłuszona przez dzwonek, jednak miałam nadzieję, że usłyszała wszystko wyraźnie. 
- Poczekam! Dziękuje za pozwolenie na zostanie twoją przyjaciółką! - powiedziała, wchodząc do sali. Z nią faktycznie jest coś nie tak.
- Czekaj, co? 
- Skoro mamy wspólny układ, a do tego Ci zaufałam, możemy zostać przyjaciółkami. Chociaż, w takim wypadku, nie potrzebowałybyśmy żadnego układu. Przecież przyjaciółki sobie pomagają bezinteresownie, prawda?
- Ale to nie takie łat..zaraz, siedzisz za mną? - zdziwiłam się, gdy zajęła jedno miejsce później. Chociaż, co w tym dziwnego, że tego nie zauważyłam, skoro na lekcjach myślę tylko o tym, jak zasnąć, by nauczyciel nie zauważył. 
-  Jak to, przez trzy miesiące nie zauważyłaś... - w tej chwili nauczyciel wbiegł do klasy, przepraszając za spóźnienie.
                                              ***
Siedziałam na ławce przed szkołą z moją 'przyjaciółką' wcinając bento, które sama, nieproszona, mi przygotowała. Nie narzekałam jednak, bo było dobre. 
- Jutro ty mi coś ugotuj.
- Przepraszam, ale nie umiem gotować.
- Jak możesz tego nie umieć...I zmień ten formalny język.
- Formalny...język?
- A tak w ogóle, nie odpowiedziałaś mi. Co zrobiłaś, że masz takie lśniące włosy? Zapuszczasz je? Dokąd? I długo je rozczesujesz? 
'Zaufałam Ci.'
- No więc, jestem baletnicą.- jej oczy zabłyszczały- od dziecka dzień w dzień, bo rzadko trafi się taki, w którym nie muszę ćwiczyć, miałam włosy związywane w koka. Mama, która bardzo o mnie dbała, a raczej o mój wygląd, bo..- zahamowałam się - ..tak czy inaczej, kupywała mi różne szampony i odżywki.
- Jak to, jesteś baletnicą?
- Tańczę balet, ale jeśli mam być z tobą szczera, nie jest to coś, co chcę robić, pewnym sensie muszę. - powiedziałam trochę za dużo, ale zależało mi tylko na tym, żeby mama się nie dowiedziała. 
- Nie mów tak! Pewnie super wyglądasz, robiąc te wszystkie piruety! Chcę zobaczyć! - i właśnie wpadło mi coś do głowy.
- Jeśli masz czas, chodź ze mną po lekcjach na trening! Później pójdziemy coś zjeść, znaczy, jakąś sałatkę, czy coś. - pierwszy raz, kiedy mogłam spędzić z kimś czas po szkole. Natychmiast się podekscytowałam.
- Naprawdę chciałabym, ale za tydzień są egzaminy. Muszę się uczyć, zresztą ty też nie powinnaś? Mój tata powiedział, że jeśli napiszę wszystkie egzaminy powyżej siedemdziesięciu procent, kupi mi nową perukę. Tym razem będzie miała dłuższe włosy. - kiedy ja ostatni raz widziałam swojego tatę...
- Nie wydaje Ci się, że to będzie podejrzane, jak nagle, z dnia na dzień przyjdziesz w dłuższych włosach?
- Nikt nie zauważył, że przyszłam w krótszych, luz.
- Wiesz, że przyjście z dnia na dzień w krótszych włosach jest bardziej prawdopodobne, niż w dłuższych...znaczy nie! Przepraszam!- musiałam się kontrolować. 
- Jejku, przestań z tym 'przepraszam'. Jesteś jeszcze bardziej wychowana, niz myślałam! Hej, jeśli mowa o nauce, ten Mitsuo-san jest niesamowity, prawda? Miał pierwsze miejsce w egzaminach wstępnych i wygłaszał mowę powitalną dla pierwszaków!
- Kto to? 
- To ten koleś, co się uczy najlepiej z całej szkoły, kujon na maksa, a towarzyski też się za bardzo nie wydaje być...
- Wybacz, ale nadal nie wiem, kto to.
- Czemu?! No mówię Ci jak do normalnej osoby, to ten chłopak, co wparowałaś z nim pierwszego dnia szkoły do klasy!
- Chika?
- Znacie się? Mówisz do niego po imieniu?
- To nie tak, po prostu, kiedy się przedstawiał pierwszego dnia, no..te..jego imię jest fajne i już! Jakoś je zapamiętałam. - jeśli chodzi o tego kolesia, którego poznałam pierwszego dnia, od tamtej pory z nim nie gadałam. Tak naprawdę wątpię, że on z kimkolwiek rozmawiał. Na przerwach nie wychodzi z sali, zawsze coś czyta. Nawet jeśli ktoś do niego podejdzie, unika rozmowy, od wszystkiego ucieka. Trzyma się kurczowo ścieżki, którą podąża tylko on, sam.
- No nieważne, wiesz, co to jest studio DWU? - zaskoczyło mnie to pytanie. DWU było skrótem od Dance With U. Było do prestiżowe studio taneczne, ćwiczące dzieci i młodzież w hiphop, break dance, taniec klubowy, funky, k-pop czy electric booggie. Zawsze chciałam tam chodzić, gdy oglądałam filmiki na youtube czy innych portalach, ścinało mnie z nóg, zapierało oddech w piersi. Taniec, to coś, czym możesz wyrazić siebie, dlatego zawsze wydawało mi się to niezłą frajdą. Jednak moje przeznaczenie już dawno zostało osądzone przez moją mamę. Jeśli tylko daje jej to szczęście, będę ćwiczyła balet. Wygram ten żałosny konkurs i dam jej to szczęście, którego tak pragnie.
- Tak, wiem, i co z tym?
- Kaneki-san widziała, jak Mitsuo-san idzie tam po lekcjach. Jak wchodzi do środka! Jak myślisz, po co? Niemożliwe, żeby tam tańczył. Rozdwojenie łaźni, dwa odmienne charaktery, nie wyobrażam go sobie, poruszającego się inaczej, niż jego zwyczajowy, sztywny chód! 
- Żartujesz, prawda?
- Nie, serio! Chciałabym sama oblukać, o co chodzi!
- On tam wchodził?!
- Tak!
- Pójdziemy! 
- Co?
- Pójdziesz tam ze mną i oblukamy, o co chodzi.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz